Czasem najlepsze podróże to te, których wcale nie planowaliśmy. Nasza mini podróż poślubna do Paryża zaczęła się właśnie od spontanicznej decyzji – bez wielomiesięcznych przygotowań, za to z ogromną ochotą na kilka dni tylko we dwoje. Paryż okazał się idealnym wyborem na taki krótki, romantyczny wyjazd. W trzy dni udało nam się zobaczyć najważniejsze miejsca, pospacerować po klimatycznych uliczkach, spróbować francuskich klasyków i po prostu nacieszyć się atmosferą miasta.
W tym wpisie zabieramy Was na nasz paryski city break i pokazujemy, jak zaplanowaliśmy 3 dni w Paryżu – co zobaczyliśmy, gdzie zajrzeliśmy, czego spróbowaliśmy i jak połączyliśmy zwiedzanie z przyjemnym, niespiesznym odkrywaniem miasta. Jeśli marzy Wam się krótka podróż do Paryża albo szukacie gotowego planu na weekend, mamy nadzieję, że znajdziecie tu sporo inspiracji.


Na ten wyjazd bilety łapaliśmy naprawdę na ostatnią chwilę. Lecieliśmy Ryanairem z Krakowa, a bilety w obie strony kosztowały nas około 700 zł za osobę. Jak na spontaniczny wypad do Paryża, całkiem przyzwoicie! Podróżowaliśmy tylko z plecakami, więc nie musieliśmy martwić się o dodatkowy bagaż ani odprawę większych walizek. Przy krótkim wyjeździe taki wariant sprawdził się idealnie. Wylot z Krakowa mieliśmy o 6:00 rano, więc na miejscu byliśmy już około 8:15. Lot powrotny mieliśmy o 22:50, a do Polski wróciliśmy około 1:00 w nocy. W Paryżu spędziliśmy zatem 3 pełne dni.
Ryanair ląduje na lotnisku Paris Beauvais (BVA), które znajduje się dość daleko od centrum Paryża. Trzeba więc doliczyć do budżetu i czasu także transport z lotniska. My korzystaliśmy z Aerobusu, który kursuje do Paris Porte Maillot, czyli w okolice Łuku Triumfalnego. Przejazd zajmuje około 1 godziny i 15 minut. Autobus kursuje mniej więcej co 15 minut, więc nie trzeba długo czekać. Warto jednak uważać przy powrocie – wieczorem kursów jest mniej, dlatego koniecznie sprawdźcie rozkład i zaplanujcie wyjazd z odpowiednim zapasem. Beauvais to zdecydowanie nie jest lotnisko „wysiadam i za chwilę jestem pod Wieżą Eiffla”, ale przy dobrym zaplanowaniu transportu nie jest to duży problem. Bilety na wspomniany transfer można kupić wcześniej na tej stronie – https://www.aerobus.fr, oplata za dwie osoby w dwie strony wyniosła nas 270 zł.
Na nocleg wybraliśmy Hôtel de la Tour Eiffel przy Rue de l’Exposition, w 7. dzielnicy. Największym plusem była lokalizacja – do Wieży Eiffla mieliśmy zaledwie kilka minut spacerem, a w okolicy znajdowało się mnóstwo kawiarni, restauracji i klimatycznych uliczek.



Dzień 1
Po przylocie na lotnisko Beauvais wsiedliśmy w Aerobus i po około 1 godzinie i 15 minutach dotarliśmy do Paris Porte Maillot. To świetny punkt na rozpoczęcie zwiedzania – jesteśmy niedaleko jednego z najbardziej charakterystycznych miejsc Paryża, czyli Łuku Triumfalnego. Po drodze wstąpiliśmy jeszcze po pyszne kanapki – prosty, ale bardzo przyjemny początek paryskiej przygody – tutaj zdecydowanie możemy polecić The French Bastards – adres: 35 Pl. Saint-Ferdinand, 75017 Paris, Francja.



Pierwszy spacer rozpoczęliśmy od Łuku Triumfalnego – i jeśli macie trochę więcej czasu, zdecydowanie warto nie poprzestać na podziwianiu go z dołu, można wejść na górę i zobaczyć Paryż z naprawdę świetnej perspektywy. Bilet kosztuje 22 euro, a wejściówki można kupić na miejscu. Warto jednak zaopatrzyć się w nie wcześniej, szczególnie w sezonie, ponieważ przy kasach i wejściu potrafią tworzyć się spore kolejki. Nam na szczęście udało się wejść bez dłuższego oczekiwania – być może dlatego, że byliśmy tutaj jeszcze przed godziną 10:00. To zresztą dobra pora na odwiedzenie tego miejsca – jest zdecydowanie spokojniej niż w późniejszych godzinach, a dodatkowo można uniknąć największego tłoku. Warto pamiętać, że na samą górę prowadzi sporo schodów, ale widok, który czeka na nas po wejściu, zdecydowanie wynagradza wysiłek. Z góry można zobaczyć między innymi rozchodzące się od Łuku szerokie aleje, charakterystyczną zabudowę Paryża, a przy dobrej widoczności także Wieżę Eiffla. To jeden z tych punktów, z których naprawdę można poczuć skalę i wyjątkowy układ miasta.
Następnie ruszyliśmy w stronę Pól Elizejskich. To jedna z tych tras, podczas których właściwie co chwilę chce się zatrzymać, żeby zrobić zdjęcie. Dalej przeszliśmy w kierunku Grand Palais, a następnie przez most Pont des Invalides. Była to idealna okazja, żeby zobaczyć Paryż z trochę innej perspektywy – tym razem od strony Sekwany. Nie mogliśmy też odmówić sobie wizyty w jednej z paryskich piekarni Les gourmandises d’Eiffel – adres: 187 Rue de Grenelle, 75007 Paris, Francja. Wzięliśmy kilka słodkości na drogę – świeżych, pachnących i dokładnie takich, jakich można oczekiwać po francuskiej boulangerie. Taki mały przystanek na coś słodkiego świetnie pasował do naszego spaceru po mieście. Po drodze zahaczyliśmy jeszcze o hotel, żeby zostawić rzeczy i trochę odpocząć przed dalszym zwiedzaniem.
Kolejnym punktem była oczywiście Wieża Eiffla. Trudno być w Paryżu i jej nie zobaczyć. Na miejsce przyszliśmy bez wcześniejszej rezerwacji biletu na windę, więc ostatecznie zdecydowaliśmy się na wejście pieszo po schodach na drugie piętro. Było to całkiem niezłe wyzwanie, szczególnie że trafiliśmy na wyjątkowo upalny dzień – temperatura sięgała około 39–40°C. Warto też wiedzieć, że tego dnia wejścia windą na szczyt były odwoływane ze względu na ogromny upał. Nawet mając bilet, nie można było więc liczyć na dotarcie na samą górę. Samo wejście schodami było męczące, ale miało też swój urok. Co jakiś czas można było zatrzymać się, złapać oddech i spojrzeć na Paryż z coraz wyższej perspektywy. A kiedy już dotarliśmy na drugie piętro, zmęczenie zdecydowanie zeszło na dalszy plan – widok na miasto wynagrodził nam całą wspinaczkę. Oczywiście nie mogło zabraknąć też małej przekąski na górze. Przy takiej temperaturze słodycze i coś zimnego do picia smakowały wyjątkowo dobrze, a zjedzenie ich z widokiem na Paryż było kolejnym z tych drobnych momentów, które zapamiętuje się z podróży. Z perspektywy czasu żałowaliśmy tylko jednego – że wcześniej nie pomyśleliśmy o zakupie biletów na windę. Jeśli planujecie wejście w konkretnym terminie, zdecydowanie warto zarezerwować bilety z wyprzedzeniem, szczególnie jeśli zależy Wam na wjeździe na szczyt. My musieliśmy zadowolić się drugim piętrem, ale widoki i tak były tego warte!



Wykończeni wspinaczką udaliśmy się na obiad do jednej z restauracji w okolicy Wieży Eiffla. Po kilku godzinach spacerowania i wspinania się w temperaturze dochodzącej do 40°C był to idealny moment na chwilę odpoczynku i coś dobrego do jedzenia. Tym razem postawiliśmy na klasykę francuskiej kuchni – ślimaki oraz zupę cebulową. Ślimaki były dla nas obowiązkowym punktem do spróbowania podczas pierwszej wizyty w Paryżu. Podane z dużą ilością masła, czosnku i ziół okazały się naprawdę smaczne i zdecydowanie warte spróbowania. Zupa cebulowa z kolei była świetnym wyborem po tak intensywnym początku dnia – aromatyczna, rozgrzewająca i bardzo sycąca. Jeśli chodzi o samą restaurację, jesteśmy pozytywnie zaskoczeni. Le Bouchon – adres: 28 Av. de Suffren, 75015 Paris, Francja – miała przyjemną atmosferę, a jedzenie oceniamy bardzo dobrze. Dużym plusem była oczywiście lokalizacja – po całym dniu chodzenia nie musieliśmy nigdzie daleko szukać miejsca na obiad. Ceny były typowe jak na tak turystyczną część Paryża, ale naszym zdaniem warto było zatrzymać się właśnie tutaj i spróbować francuskich klasyków.

Po obiedzie i krótkim spacerze przyszedł czas na coś słodkiego. Zatrzymaliśmy się na naleśniki w La Pistacherie – idealna przerwa przed wieczornym punktem programu. Naleśniki były dokładnie tym, czego potrzebowaliśmy po intensywnym dniu – słodkie i świeże. Dzień zakończyliśmy rejsem po Sekwanie. Bilety kupiliśmy wcześniej przez GetYourGuide. Wybraliśmy opcję rejsu turystycznego, który pozwala zobaczyć najważniejsze paryskie zabytki z zupełnie innej perspektywy. Trasa prowadziła wzdłuż Sekwany, dzięki czemu mogliśmy podziwiać między innymi Wieżę Eiffla, Luwr, katedrę Notre-Dame oraz kolejne charakterystyczne mosty i nabrzeża. Jeśli chodzi o zakup biletów przez GetYourGuide, cała rezerwacja była dla nas wygodna i bezproblemowa – bilet mieliśmy od razu w telefonie, więc nie musieliśmy szukać kasy ani drukować żadnych dokumentów. Co ciekawe, w ramach jednego biletu mieliśmy nie tylko rejs po Sekwanie, ale również naleśniki. To bardzo fajna opcja, ponieważ można połączyć dwie atrakcje w jeden pakiet i przy okazji spróbować czegoś słodkiego. Na tym jednak nie kończyły się dodatki. W ramach biletu czekała na nas również pamiątkowa pocztówka z naszym własnym zdjęciem. Pocztówkę otrzymaliśmy pocztą w późniejszym czasie, dzięki czemu z rejsu zostanie nam nie tylko wspomnienie, ale także mała, spersonalizowana pamiątka z Paryża.
Sam rejs zdecydowanie polecamy, szczególnie wieczorem. Po całym dniu chodzenia była to miła odmiana – można było usiąść, odpocząć i jednocześnie dalej zwiedzać. Dodatkowo wieczorne światła Paryża robią naprawdę duże wrażenie, a przepływanie obok Wieży Eiffla po zmroku było jednym z naszych ulubionych momentów tego dnia. Mimo że tego wieczoru padał deszcz, nie zepsuło to całkowicie naszego doświadczenia – wręcz przeciwnie, oświetlony Paryż oglądany z pokładu statku miał swój wyjątkowy klimat. Warto jednak pamiętać o dużej kolejce przed wejściem. Radzimy pojawić się nawet godzinę wcześniej przed planowaną porą wypłynięcia, żeby spokojnie ustawić się w kolejce i nie stresować się, że nie zdążycie na swój rejs. Naszym zdaniem rejs zdecydowanie warto dodać do planu zwiedzania Paryża, szczególnie jeśli jest to Wasza pierwsza wizyta w mieście. To świetny sposób, żeby po całym dniu odpocząć, a jednocześnie zobaczyć najbardziej charakterystyczne miejsca z zupełnie innej perspektywy. Cały pakiet z naleśnikami, rejsem i pamiątkową pocztówką oceniamy bardzo pozytywnie i z chęcią powtórzylibyśmy tę atrakcję podczas kolejnej wizyty w Paryżu.
Dzień 2
Drugi dzień zaczęliśmy od Ogrodu Luksemburskiego. Dojechaliśmy tam autobusem, a dalej postanowiliśmy już poruszać się głównie pieszo. Dzięki temu mogliśmy spokojnie chłonąć atmosferę miasta i po drodze zaglądać w kolejne miejsca. Z Ogrodu Luksemburskiego ruszyliśmy w stronę Panteonu, a następnie na Île de la Cité, czyli jedną z dwóch naturalnych wysp położonych na Sekwanie. Naszym głównym celem była oczywiście katedra Notre-Dame. Przy Notre-Dame czekała na nas naprawdę ogromna kolejka. Niestety, nie mieliśmy wcześniej zarezerwowanych darmowych biletów na konkretną godzinę, więc musieliśmy uzbroić się w cierpliwość i odczekać swoje. Jeśli planujecie wizytę w katedrze, warto zrobić bezpłatną rezerwację wcześniej – szczególnie w sezonie. Może to znacznie ułatwić wejście i pozwolić zaoszczędzić sporo czasu, który zdecydowanie lepiej przeznaczyć na zwiedzanie Paryża. Na szczęście oczekiwanie umiliła nam mała przerwa na jedzenie. W okolicy katedry znaleźliśmy miejsce, w którym kupiliśmy pyszne kanapki. Był to idealny moment, żeby coś zjeść i nabrać sił przed dalszym spacerem. Proste jedzenie, świeże składniki i widok na jedną z najbardziej znanych katedr świata – czasami właśnie takie spontaniczne przystanki podczas podróży wspomina się najlepiej.

Po zwiedzaniu katedry przeszliśmy przez Pont Neuf, a następnie skierowaliśmy się w stronę Luwru, do którego udało nam się wejść bez stania w kolejce. Przy głównym wejściu pod słynną szklaną Piramidą kolejka była ogromna, ale my skorzystaliśmy z bocznego wejścia i dzięki temu weszliśmy praktycznie od razu. To dobra wskazówka, jeśli zobaczycie tłumy przy Piramidzie – nie oznacza to automatycznie, że wszędzie trzeba czekać tak samo długo. Luwr oficjalnie wskazuje kilka wejść, między innymi przez Porte des Lions, przy czym dostępność poszczególnych wejść zależy od rodzaju biletu i aktualnej organizacji ruchu.
W Luwrze oczywiście nie mogło zabraknąć Mony Lisy Leonarda da Vinci – choć obraz jest zdecydowanie mniejszy, niż można się spodziewać, a wokół niego zawsze gromadzą się tłumy. Oprócz niej zobaczyliśmy również Wenus z Milo, Nike z Samotraki, Wolność wiodącą lud na barykady Delacroix oraz Koronację Napoleona. Luwr jest ogromny, dlatego przy krótkiej wizycie warto wcześniej wybrać kilka najważniejszych dzieł, które chcecie zobaczyć, zamiast próbować przejść całe muzeum. My zdecydowanie przekonaliśmy się, jak łatwo można się w Luwrze zmęczyć. Samo muzeum jest tak ogromne, że między kolejnymi salami i dziełami pokonuje się naprawdę sporo kilometrów. Po kilku godzinach zwiedzania, szczególnie po intensywnym chodzeniu po Paryżu przez cały dzień, byliśmy już kompletnie wykończeni. Momentami mieliśmy wrażenie, że bardziej niż kolejnego arcydzieła potrzebujemy po prostu miejsca, żeby usiąść i odpocząć. Dlatego jeśli planujecie wizytę w Luwrze, warto zostawić sobie na niego kilka godzin i nie próbować zobaczyć wszystkiego za jednym razem. Lepiej wybrać kilka dzieł, które naprawdę chcecie zobaczyć, i spokojnie cieszyć się zwiedzaniem, niż po kilku godzinach być tak zmęczonym, że kolejne eksponaty przestają robić wrażenie.



Po kilku godzinach chodzenia po muzeum przyszedł też czas na małą przerwę i zasłużone piwko. Był to idealny moment, żeby na chwilę zwolnić, odpocząć i nabrać sił przed dalszą częścią dnia. Po krótkiej przerwie ruszyliśmy przez Ogrody Tuileries w stronę Placu Zgody, a następnie przeszliśmy przez jeden z najpiękniejszych paryskich mostów – Pont Alexandre III. Później udaliśmy się na obiad do restauracji Le Bistrot des Fables – adres: 139 Rue Saint-Dominique, 75007 Paris, Francja. Tutaj również postawiliśmy na typowo francuskie smaki – zamówiliśmy żabie udka oraz ostrygi. Była to świetna okazja, żeby spróbować dań, których wcześniej nie mieliśmy okazji jeść. Nasza opinia? Zdecydowanie warto było spróbować. Żabie udka oceniamy jako całkiem dobre, ale bez większego zachwytu. Smak był ciekawy i zdecydowanie warto ich spróbować chociaż raz, szczególnie jeśli chcecie podczas wyjazdu skosztować czegoś typowo kojarzącego się z francuską kuchnią. Z ostrygami było już trochę trudniej – największym wyzwaniem okazała się dla nas ich konsystencja. Początkowo ciężko było się przełamać, ale ostatecznie daliśmy radę i… ku naszemu zaskoczeniu, nawet nam zasmakowały! To zdecydowanie jedno z tych kulinarnych doświadczeń, do których trzeba się trochę przekonać, ale cieszymy się, że spróbowaliśmy. Całość zrobiła na nas dobre wrażenie, zarówno pod względem smaku, jak i samego doświadczenia.



Na koniec dnia wróciliśmy w okolice Wieży Eiffla i zrobiliśmy sobie piknik na Polach Marsowych. Po całym dniu chodzenia była to idealna opcja – zamiast kolejnej restauracji usiedliśmy na trawie, odpoczęliśmy i mogliśmy po prostu popatrzeć na Wieżę Eiffla. Kupiliśmy coś do jedzenia i picia, rozłożyliśmy się na trawie i w końcu mogliśmy zwolnić, bez pośpiechu i bez odhaczania kolejnych punktów z listy. I tutaj warto zostać trochę dłużej. Wieża Eiffla o każdej pełnej godzinie zaczyna migać, co robi naprawdę świetne wrażenie. My trafiliśmy na ten moment właśnie podczas pikniku i był to jeden z tych prostych, ale bardzo przyjemnych momentów całego wyjazdu. Co ciekawe, dla nas właśnie ten piknik okazał się jednym z najlepszych, a może nawet najlepszym punktem całego programu. Nie była to żadna wielka atrakcja wymagająca biletu czy rezerwacji – po prostu siedzieliśmy na trawie, patrzyliśmy na Wieżę Eiffla i chłonęliśmy atmosferę Paryża. Po intensywnym dniu pełnym chodzenia, kolejek i zwiedzania właśnie takiej chwili potrzebowaliśmy najbardziej. Dlatego jeśli planujecie wizytę w Paryżu, zdecydowanie polecamy zostawić sobie trochę czasu na spokojny wieczór na Polach Marsowych. Czasami to właśnie takie niezaplanowane albo najprostsze momenty zostają w pamięci na dłużej niż najbardziej znane atrakcje.


Dzień 3

Ostatni dzień w Paryżu rozpoczęliśmy od wzgórza Montmartre. Na górę pojechaliśmy autobusem, dzięki czemu oszczędziliśmy trochę sił na dalsze zwiedzanie – szczególnie po intensywnych poprzednich dniach było to bardzo dobre rozwiązanie. Montmartre od razu zrobił na nas wrażenie swoim zupełnie innym klimatem. Wąskie uliczki, charakterystyczne kamienice, małe kawiarnie i mnóstwo turystów sprawiają, że jest tutaj zdecydowanie bardziej tłoczno niż w spokojniejszych zakątkach Paryża. Naszym pierwszym celem była oczywiście Bazylika Sacré-Cœur. Niestety, tutaj również trafiliśmy na sporą kolejkę – chętnych do wejścia było naprawdę dużo, więc trzeba było uzbroić się w cierpliwość. Sama bazylika robi jednak duże wrażenie i zdecydowanie warto zajrzeć do środka, szczególnie że wejście jest bezpłatne. Po wyjściu ruszyliśmy dalej uliczkami Montmartre. Trzeba jednak przygotować się na to, że jest to bardzo turystyczna część Paryża. W najpopularniejszych alejkach momentami było naprawdę ciasno, a ceny w tutejszych kawiarniach i restauracjach potrafiły mocno zaskoczyć – szczególnie jeśli chodzi o kawę czy proste przekąski. Warto więc przed zamówieniem zerknąć na ceny, bo za kawę w jednej z bardziej obleganych miejscówek można zapłacić zdecydowanie więcej niż w mniej turystycznych częściach miasta. Mimo tłumów Montmartre ma jednak swój niepowtarzalny urok. Warto trochę zejść z głównych, najbardziej zatłoczonych alejek i pospacerować bocznymi uliczkami. To właśnie tam można poczuć atmosferę dawnego Montmartre i znaleźć spokojniejsze miejsca, z dala od największego tłoku.
Po zwiedzaniu bazyliki ruszyliśmy już pieszo w stronę Moulin Rouge. Spacerowaliśmy uliczkami Montmartre, po drodze zaglądając w kolejne zakamarki tej charakterystycznej dzielnicy. Warto przygotować się tutaj na sporo chodzenia, ale właśnie spacer pozwala najlepiej poczuć klimat i zobaczyć miejsca, do których nie dotarlibyśmy, jadąc komunikacją. Przy Moulin Rouge oczywiście nie mogło zabraknąć zdjęć. Zatrzymaliśmy się na chwilę pod słynnym czerwonym młynem, który jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli tej części Paryża. Sam plac przed kabaretem jest dość ruchliwy, więc trzeba było znaleźć odpowiedni moment, żeby zrobić zdjęcie bez tłumu w tle.


Po krótkim spacerze ruszyliśmy dalej w stronę Galeries Lafayette Haussmann, kontynuując naszą ostatnią paryską trasę. Wizytę w galerii zaczęliśmy od wjazdu na jej dach, gdzie znajduje się taras z panoramicznym widokiem na Paryż. To świetne miejsce na chwilę odpoczynku – szczególnie że można stąd zobaczyć między innymi Wieżę Eiffla, Sacré-Cœur i Operę Garnier. Taras znajduje się na 8. piętrze i jest dostępny bezpłatnie. My wykorzystaliśmy ten moment na drinka na dachu, podziwiając przy okazji panoramę miasta. Po kilku intensywnych dniach zwiedzania taka chwila z widokiem była idealna. Warto również zajrzeć do środka samej galerii, ponieważ już od wejścia robi wrażenie – szczególnie charakterystyczna, ozdobna kopuła i piękne wnętrza. To nie jest zwykłe centrum handlowe, ale jedno z tych miejsc, które warto zobaczyć nawet wtedy, gdy nie planujecie żadnych zakupów. Można zrobić kilka zdjęć, przejść się między kolejnymi piętrami i po prostu nacieszyć oczy wystrojem. W środku znajdziemy mnóstwo luksusowych marek i sklepów, a wybór jest naprawdę ogromny. Co ważne, absolutnie nie trzeba czuć się niezręcznie, jeśli ceny większości rzeczy są poza naszym budżetem. Galeries Lafayette odwiedza mnóstwo turystów, którzy przychodzą przede wszystkim zobaczyć wnętrza, zrobić zdjęcia czy po prostu poczuć klimat tego miejsca. My również potraktowaliśmy wizytę bardziej jako kolejną atrakcję Paryża niż typowy wypad na zakupy. Jeśli jesteście w okolicy, zdecydowanie warto wejść do środka, nawet jeśli nie planujecie wydać ani euro na zakupy. Sama galeria, jej wnętrza i darmowy taras widokowy są warte krótkiej wizyty.


Ostatnim punktem były Les Invalides, czyli imponujący kompleks, którego charakterystyczną częścią jest złota kopuła. To właśnie tutaj znajduje się grobowiec Napoleona Bonaparte. Samo miejsce robi ogromne wrażenie – zarówno ze względu na rozmiar kompleksu, jak i monumentalne wnętrza. Warto zarezerwować na Les Invalides więcej czasu, jeśli chcecie dokładniej zwiedzać. Na terenie kompleksu znajduje się Musée de l’Armée, jedno z najważniejszych muzeów historii wojskowości we Francji. Zbiory są ogromne – obejmują około 500 tysięcy eksponatów, od broni i zbroi, przez mundury, obrazy i fotografie, aż po pojazdy i inne obiekty związane z historią wojskowości. Oprócz Musée de l’Armée można zobaczyć również grób Napoleona pod kopułą, a na terenie Les Invalides znajdują się także inne przestrzenie muzealne, m.in. Musée des Plans-Reliefs i Musée de l’Ordre de la Libération.


Dzień zakończyliśmy jeszcze ostatnim obiadem w Paryżu. Tym razem postawiliśmy na kolejne klasyki francuskiej kuchni – spróbowaliśmy pasztetu oraz kaczki. Było to bardzo dobre zakończenie naszego pobytu i ostatnia okazja, żeby przed wyjazdem nacieszyć się francuskimi smakami. Pasztet szczególnie przypadł nam do gustu, a kaczka była świetnym wyborem na konkretny, sycący posiłek po całym dniu zwiedzania. Po obiedzie czekał nas już powrót na Paris Porte Maillot, skąd mieliśmy autobus na lotnisko Beauvais. I tutaj pojawił się mały stres – autobus, którym chcieliśmy dojechać, nie dowiózł nas bezpośrednio na miejsce, przez co zrobiło się naprawdę nerwowo. Zaczęliśmy obawiać się, że nie zdążymy na nasz autobus na lotnisko. Ostatecznie, żeby nie ryzykować, zdecydowaliśmy się na Ubera, który niestety kosztował nas sporo więcej, ale dzięki temu dotarliśmy na czas. To też dobra lekcja na przyszłość – jeśli macie zaplanowany transfer na lotnisko i konkretną godzinę odjazdu, warto zostawić sobie naprawdę duży zapas czasu. Szczególnie w Paryżu, gdzie korki i opóźnienia komunikacji mogą pokrzyżować nawet dobrze zaplanowany dzień. Przed wyjazdem chcieliśmy jeszcze odwiedzić Katakumby Paryskie, ale niestety nie udało nam się tego zrealizować. Bilety na zwiedzanie potrafią być wyprzedane z dużym wyprzedzeniem, dlatego jeśli macie je w swoich planach, warto zarezerwować je odpowiednio wcześniej. My zostawiliśmy ten punkt na później i ostatecznie zabrakło już dostępnych terminów. Paryż żegnaliśmy więc z poczuciem, że przez te kilka dni zobaczyliśmy naprawdę dużo – choć jak to zwykle bywa, zostało nam jeszcze kilka powodów, żeby kiedyś tutaj wrócić.

Sprawdź także
Pomysł na długi weekend – 4 dni w Czechach – plan wycieczki
3 dni w Apulii – włoski city break w Bari i okolicach – plan zwiedzania
