16 dni w Tajlandii – objazd na własną rękę – nasz plan podróży

          Na początku stycznia wybraliśmy się w podróż do Tajlandii, którą zaplanowaliśmy samodzielnie od początku do końca. W ciągu 16 dni udało nam się zobaczyć naprawdę sporą część kraju – od tętniącego życiem Bangkoku, przez dawne stolice i górskie rejony Chiang Mai, aż po rajskie wyspy, plaże Krabi i niezwykłą dżunglę Khao Sok. W tym wpisie chcemy przedstawić Wam nasz ogólny plan podróży dzień po dniu. To na razie zarys całej wyprawy – w kolejnych wpisach będziemy dokładniej opisywać poszczególne miejsca, atrakcje, nasze doświadczenia, praktyczne wskazówki oraz to, co naszym zdaniem naprawdę warto zobaczyć.

  Spis treści

Dlaczego akurat taki plan?

          Zależało nam przede wszystkim na różnorodności. Nie chcieliśmy spędzić całego urlopu wyłącznie na plaży, ale też nie wyobrażaliśmy sobie podróży po Tajlandii bez kilku dni prawdziwego odpoczynku. Dlatego nasza trasa łączy historię, kulturę, świątynie, trekkingi, dziką przyrodę, dżunglę, wyspy i oczywiście piękne plaże. W ciągu jednej podróży odwiedziliśmy m.in. Bangkok, Ayutthayę, Khao Yai, Kanchanaburi, Chiang Mai, Krabi, Khao Sok i Phuket. Każde z tych miejsc miało zupełnie inny charakter, dzięki czemu praktycznie każdego dnia czekało na nas coś nowego.

          To naszym zdaniem świetny plan dla osób, które chcą zobaczyć jak najwięcej Tajlandii podczas jednej podróży. Znajdzie się tutaj coś zarówno dla miłośników zwiedzania i historii, jak i dla osób szukających przygody, kontaktu z naturą czy po prostu kilku dni na rajskiej plaży. Trzeba jednak uczciwie powiedzieć – nie jest to plan dla osób szukających leniwego urlopu. Przeloty, przejazdy, wczesne pobudki, trekkingi i praktycznie codziennie nowe miejsce sprawiają, że momentami jest naprawdę intensywnie i męcząco. Z drugiej strony właśnie dzięki temu w ciągu 16 dni zobaczyliśmy ogromną część kraju. Mamy pewność, że podczas zorganizowanej wycieczki trudno byłoby połączyć aż tyle różnych miejsc i atrakcji w tak krótkim czasie. Jeżeli natomiast macie możliwość wygospodarowania kilku dodatkowych dni urlopu, zdecydowanie warto zwolnić tempo. My przeznaczylibyśmy dodatkowe 1–2 dni na sam Bangkok, bo to miasto, któremu zdecydowanie można poświęcić więcej czasu, oraz kolejne 1–2 dni na Krabi lub Phuket, żeby po intensywnej części podróży po prostu odpocząć.

          A teraz zapraszamy Was do prześledzenia naszego planu dzień po dniu. W kolejnych wpisach wrócimy do każdego z tych miejsc już znacznie dokładniej – pokażemy, co zobaczyliśmy, co najbardziej nam się podobało, co warto wiedzieć przed wyjazdem i czy z perspektywy czasu coś zmienilibyśmy w naszym planie.

Dni 1–5 — Bangkok i okolice

Dzień 1 – Bangkok

          Nasza przygoda zaczęła się od wczesnego porannego przylotu do Bangkoku liniami Air Arabia z Krakowa. Zamiast przeznaczać pierwszy dzień wyłącznie na odpoczynek po podróży, postanowiliśmy od razu ruszyć na zwiedzanie. Na początek wybraliśmy najważniejsze i najbardziej charakterystyczne miejsca stolicy Tajlandii – Wielki Pałac Królewski, Wat Pho oraz Wat Arun. Był to więc od razu bardzo intensywny start, ale dzięki temu już pierwszego dnia mogliśmy poczuć klimat Bangkoku i zobaczyć jego najbardziej znane zabytki.

          Pierwszym miejscem, które odwiedziliśmy, był Wielki Pałac Królewski (Grand Palace), czyli najważniejszy kompleks pałacowy w Bangkoku i dawna siedziba królów Tajlandii. Szczególne wrażenie zrobiła na nas znajdująca się na jego terenie Świątynia Szmaragdowego Buddy (Wat Phra Kaew). Cały kompleks zachwycał efektownymi, bogato zdobionymi budowlami, w których dominowały złote i intensywne kolory.

          Następnie udaliśmy się do Wat Pho, jednej z najstarszych i najbardziej znanych świątyń Bangkoku. Największą atrakcją tego miejsca jest ogromny Leżący Budda, który zrobił na nas duże wrażenie swoimi rozmiarami i charakterystycznym wyglądem.

          Kolejnym punktem naszego zwiedzania była Wat Arun, charakterystyczna świątynia położona nad rzeką Chao Phraya. Jej centralna, bogato zdobiona wieża jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli Bangkoku. Odwiedziliśmy ją późnym popołudniem, dzięki czemu mogliśmy zobaczyć świątynię w szczególnie pięknej scenerii.

          Już pierwszy dzień pokazał nam, że nasza podróż będzie bardzo intensywna. Chcieliśmy zobaczyć jak najwięcej, doświadczyć różnorodności Tajlandii i maksymalnie wykorzystać każdy dzień, dlatego od samego początku postawiliśmy na aktywne zwiedzanie.

Dzień 2 – Floating Market i Maeklong Railway Market

          Po intensywnym pierwszym dniu przyszedł czas na kolejną dawkę tajskiego klimatu. Tym razem postawiliśmy na miejsca nieco inne niż klasyczne zabytki Bangkoku – odwiedziliśmy pływający targ, słynny targ znajdujący się bezpośrednio na torach oraz Golden Mount. Był to kolejny intensywny dzień, ale jednocześnie pełen zupełnie nowych wrażeń. Dzięki targom mogliśmy zobaczyć bardziej codzienną, kolorową i charakterystyczną stronę Tajlandii, natomiast wizyta na Golden Mount pozwoliła nam spojrzeć na Bangkok z zupełnie innej perspektywy.

          Pierwszym punktem tego dnia był Floating Market, czyli pływający targ, na którym handel odbywa się bezpośrednio z łodzi poruszających się po kanałach. Kolorowe łodzie, lokalne produkty i charakterystyczna atmosfera sprawiły, że miejsce to od razu wydało nam się bardzo „tajskie”. Mieliśmy okazję zobaczyć, jak wygląda handel prowadzony na wodzie i poczuć nieco inny klimat niż podczas zwiedzania najważniejszych zabytków miasta. Jednocześnie zauważyliśmy, że najbardziej znane pływające targi są mocno nastawione na turystów.

          Następnie udaliśmy się na Maeklong Railway Market, czyli niezwykły targ zlokalizowany bezpośrednio na czynnym torowisku. To właśnie jego nietypowe położenie sprawia, że jest jednym z najbardziej charakterystycznych miejsc w okolicy Bangkoku. Gdy zbliża się pociąg, sprzedawcy w ciągu kilku chwil odsuwają swoje stoiska i robią miejsce dla przejeżdżającego składu. Po jego przejeździe wszystko szybko wraca na swoje miejsce, a handel jest kontynuowany, jak gdyby nic się nie wydarzyło. Było to dla nas jedno z bardziej nietypowych doświadczeń podczas całej podróży.

          Na koniec dnia odwiedziliśmy Golden Mount, czyli Wat Saket – świątynię położoną na sztucznym wzgórzu. Aby dostać się na szczyt, musieliśmy pokonać prowadzące tam schody, ale wysiłek zdecydowanie się opłacił. Z góry mogliśmy podziwiać panoramę Bangkoku i zobaczyć miasto z nieco innej perspektywy. Było to dobre zakończenie kolejnego pełnego wrażeń dnia, podczas którego mieliśmy okazję poznać zarówno bardziej turystyczne, jak i nietypowe oblicze Tajlandii.

Dzień 3 – Ayutthaya

          Trzeciego dnia opuściliśmy Bangkok i wybraliśmy się do Ayutthayi, dawnej stolicy Syjamu, która dziś jest ogromnym kompleksem ruin świątyń, pałaców i pozostałości dawnego miasta. Po drodze zatrzymaliśmy się w Pałacu Bang Pa-In, dawnej letniej rezydencji królewskiej, położonej wśród pięknych ogrodów i stawów. Szczególnie charakterystyczny jest znajdujący się na środku wody bogato zdobiony tajski pawilon.

          Następnie odwiedziliśmy Wat Yai Chai Mongkhon, jedną z najbardziej charakterystycznych świątyń Ayutthayi, której symbolem jest ogromna ceglana chedi otoczona mniejszymi stupami i posągami Buddy. To właśnie tutaj nasz kierowca pokazał nam, jak wygląda buddyjski rytuał składania darów. Wyjaśnił nam, jak używa się kwiatów i zapalonego kadzidełka podczas modlitwy i oddawania czci Buddzie. Było to dla nas ciekawe doświadczenie i okazja, żeby zobaczyć z bliska jeden z elementów codziennego życia i tradycji mieszkańców Tajlandii.

          Po dotarciu do historycznej części Ayutthayi rozpoczęliśmy dalsze zwiedzanie, gdzie mogliśmy zobaczyć charakterystyczne prangi, stupy oraz liczne posągi Buddy. Spacerując wśród ruin, mieliśmy okazję wyobrazić sobie, jak musiało wyglądać to miejsce w czasach swojej świetności. Szczególne wrażenie zrobiły na nas rozległe ruiny dawnych świątyń, które mimo upływu czasu nadal robią ogromne wrażenie.

          Jednym z najbardziej charakterystycznych miejsc, które odwiedziliśmy, była świątynia Wat Mahathat, znana przede wszystkim z niezwykłej głowy Buddy oplecionej korzeniami drzewa. To właśnie ten widok jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli Ayutthayi i zdecydowanie wyróżniał się na tle pozostałych zabytków. Następnie odwiedziliśmy Wat Phra Si Sanphet, dawną świątynię królewską, której najbardziej charakterystycznym elementem są trzy imponujące chedi. Zachowane ruiny pokazują, jak ważnym i okazałym miejscem była niegdyś ta świątynia. Kolejnym punktem była Wat Ratchaburana, wyróżniająca się wysokim prangiem w stylu khmerskim oraz zachowanymi fragmentami dawnej architektury.

          Na koniec pojechaliśmy do Wat Chaiwatthanaram, rozległego kompleksu z monumentalnym centralnym prangiem otoczonym mniejszymi wieżami. Była to jedna z najbardziej imponujących świątyń, jakie zobaczyliśmy tego dnia. Przy niej trafiliśmy również na ogromny odpust i targ z jedzeniem. Wokół świątyni rozstawione były liczne stoiska, a zapachy lokalnych potraw unosiły się w powietrzu. Było gwarno, kolorowo i bardzo lokalnie – mogliśmy spróbować różnych tajskich przekąsek i zobaczyć miejsce, w którym zwiedzanie zabytków łączyło się z codziennym życiem mieszkańców.

          Wieczorem, po powrocie do Bangkoku, wybraliśmy się jeszcze do Chinatown. Po spokojnym i historycznym dniu w Ayutthayi była to zupełnie inna atmosfera – gwarna, pełna świateł, zapachów i ulicznego jedzenia. Spacerowaliśmy po tętniących życiem ulicach Chinatown, obserwując ruch i charakterystyczny klimat tej części miasta. Było to świetne zakończenie dnia i kolejna okazja, żeby zobaczyć Bangkok z zupełnie innej strony.

Dzień 4 – Khao Yai National Park

          Po kilku dniach intensywnego zwiedzania i poznawania historii Tajlandii przyszedł czas na zmianę klimatu i bliższy kontakt z naturą. Kolejny dzień spędziliśmy w Khao Yai National Park, jednym z najważniejszych i najbardziej znanych parków narodowych Tajlandii. Była to dla nas świetna okazja, aby na chwilę oderwać się od miejskiego zgiełku i zobaczyć zupełnie inne oblicze tego kraju.

          Podczas pobytu w parku mieliśmy okazję podziwiać tropikalną dżunglę, spacerować pośród bujnej roślinności oraz przemierzać przygotowane szlaki. Jednym z najciekawszych elementów tego dnia były wodospady, które mogliśmy zobaczyć podczas zwiedzania. Dużą atrakcją okazały się również małpy, których spotkaliśmy naprawdę sporo. Zupełnie nie przejmowały się obecnością ludzi i swobodnie poruszały się wśród turystów. Na szczęście tym razem były spokojne i nie próbowały nas atakować, o czym czasami można usłyszeć w kontekście spotkań z małpami w Tajlandii. Cała okolica zrobiła na nas duże wrażenie swoją różnorodnością i spokojem. Najbardziej zależało nam jednak na tym, aby zobaczyć tajską przyrodę z bliska i poczuć atmosferę prawdziwej tropikalnej dżungli. Była to miła odmiana po intensywnym zwiedzaniu Bangkoku i historycznej Ayutthayi.

          Po powrocie do Bangkoku nie chcieliśmy jednak kończyć dnia. Wieczorem wybraliśmy się na drinka w miejsce z widokiem na panoramę miasta. Mogliśmy odpocząć po całym dniu spędzonym na łonie natury, a jednocześnie podziwiać Bangkok z góry. Widok rozświetlonych wieżowców i ulic miasta zrobił na nas ogromne wrażenie i był idealnym zwieńczeniem tego dnia.

Dzień 5 – Kanchanaburi i wodospady Erawan

          Piąty dzień ponownie spędziliśmy blisko natury, tym razem wybierając się w okolice Kanchanaburi. Był to dzień, który połączył piękne krajobrazy, aktywny wypoczynek oraz poznawanie historii Tajlandii. Naszym pierwszym przystankiem były niezwykle malownicze wodospady Erawan, które należą do jednych z najbardziej efektownych miejsc w tej części kraju.

          Wodospady Erawan składają się z kilku poziomów, a każdy z nich oferuje nieco inny krajobraz. Podczas spaceru szlakiem mogliśmy podziwiać otaczającą nas tropikalną roślinność i kolejne kaskady wody. Szczególnie wyjątkowe były naturalne baseny z turkusową, krystalicznie wyglądającą wodą, w których mogliśmy się wykąpać i ochłodzić. Połączenie zielonej dżungli, skał i intensywnie turkusowej wody sprawiło, że miejsce to zrobiło na nas ogromne wrażenie.

          Po spędzeniu czasu przy wodospadach ruszyliśmy w stronę słynnego mostu na rzece Kwai. To miejsce ma zupełnie inny charakter, ponieważ jest silnie związane z historią II wojny światowej i budową Kolei Birmańskiej. Spacerując w okolicy mostu, mogliśmy lepiej poznać historię tego miejsca oraz wydarzenia, które się z nim wiążą. W pobliżu znajdują się również muzea i miejsca pamięci, które pozwalają spojrzeć na tę część historii z szerszej perspektywy. Niestety, dotarliśmy na miejsce trochę za późno i nie udało nam się zobaczyć przejeżdżającego pociągu, który przejeżdża przez most. Szkoda, bo z pewnością byłoby to ciekawe dopełnienie wizyty w tym miejscu.

Dni 6–8 — Chiang Mai

Dzień 6 – Chiang Mai

          Po pięciu intensywnych dniach przyszedł czas na zmianę regionu i poznanie zupełnie innej części Tajlandii. Przelot do Chiang Mai rozpoczął kolejny etap naszej podróży – tym razem skierowaliśmy się na północ kraju. Już pierwszy dzień w okolicach Chiang Mai pokazał nam, że będzie to zupełnie inne doświadczenie niż wcześniejsze zwiedzanie Bangkoku i jego okolic.

          Na początek wybraliśmy się na Monk’s Trail, znany również jako Doi Suthep Hiking Trail. Był to leśny szlak prowadzący przez gęstą, tropikalną roślinność w kierunku świątyni Wat Pha Lat. Sama droga była dla nas ciekawym doświadczeniem, ponieważ zamiast poruszać się po zatłoczonych ulicach miasta, mogliśmy spacerować wśród zieleni i poczuć atmosferę północnej Tajlandii. Otaczające nas góry i dżungla sprawiały, że już sam szlak był atrakcją i stanowił miłą odmianę po wcześniejszych dniach spędzonych głównie na zwiedzaniu miejskich zabytków.

          Po drodze dotarliśmy do Wat Pha Lat – jednej z najbardziej klimatycznych świątyń, jakie odwiedziliśmy podczas naszej podróży. Świątynia jest ukryta wśród dżungli i otoczona bujną roślinnością, dzięki czemu panuje tam wyjątkowo spokojna i niemal mistyczna atmosfera. W porównaniu z popularnymi świątyniami w centrum Chiang Mai Wat Pha Lat wydała nam się znacznie bardziej dzika, kameralna i naturalna. Mogliśmy spokojnie nacieszyć się otoczeniem i podziwiać połączenie tradycyjnej architektury z otaczającą ją przyrodą.

          Pierwszy dzień na północy Tajlandii był więc dla nas przede wszystkim spotkaniem z naturą i spokojniejszą stroną tego kraju. Po intensywnym zwiedzaniu Bangkoku była to bardzo przyjemna zmiana tempa, a połączenie gór, dżungli i ukrytej wśród zieleni świątyni sprawiło, że Chiang Mai od samego początku zrobiło na nas bardzo dobre wrażenie.

Dzień 7 – Sanktuarium słoni i wodospad Bua Tong

          Siódmy dzień był połączeniem kontaktu z naturą, dobrej zabawy i nowych doświadczeń. Tym razem skorzystaliśmy ze zorganizowanej wycieczki zarezerwowanej przez GetYourGuide, dzięki której w ciągu jednego dnia mogliśmy odwiedzić kilka ciekawych miejsc w okolicach Chiang Mai. Pierwszym punktem naszej wycieczki było sanktuarium słoni, gdzie mieliśmy możliwość zobaczyć te niezwykłe zwierzęta z bliska. Nie ograniczyliśmy się jednak tylko do ich obserwowania – mogliśmy je również karmić oraz wspólnie z opiekunami kąpać słonie. Było to dla nas wyjątkowe doświadczenie, ponieważ mogliśmy spędzić z nimi czas w bezpośrednim kontakcie i zobaczyć je z bliska w zupełnie innej sytuacji niż podczas oglądania ich w zoo czy na zdjęciach.

          W ramach wycieczki odwiedziliśmy również pobliską wioskę zamieszkiwaną przez kobiety nazywane „kobietami o długich szyjach”. Charakterystycznym elementem ich wyglądu są mosiężne obręcze noszone na szyjach, które są częścią tradycji i kultury tej społeczności. Była to dla nas okazja, aby zobaczyć bliżej lokalne zwyczaje i poznać fragment kultury mniejszości zamieszkujących północną Tajlandię.

          Kolejnym punktem naszej wycieczki był Sticky Waterfall, czyli wodospad Bua Tong. To jedno z bardziej nietypowych miejsc, jakie odwiedziliśmy podczas podróży. Wodospad wyróżnia się wapiennymi skałami, po których można dosłownie wspinać się pod prąd. Dzięki charakterystycznej powierzchni skał mieliśmy zaskakująco dobrą przyczepność, dlatego mogliśmy wejść bezpośrednio po spływającej wodzie. Było przy tym sporo ruchu, śmiechu i dobrej zabawy, a możliwość wspinania się po wodospadzie sprawiła, że miejsce to zapamiętaliśmy jako jedno z najbardziej nietypowych doświadczeń podczas pobytu w Tajlandii.

          Cały dzień był bardzo różnorodny – od karmienia i kąpania słoni, przez poznawanie lokalnej kultury, aż po aktywną zabawę przy wodospadzie. Dzięki zorganizowanej wycieczce mogliśmy w krótkim czasie zobaczyć kilka zupełnie różnych miejsc i jeszcze lepiej poznać okolice Chiang Mai.

Dzień 8 – Lekcja gotowania w Chiang Mai

          Po kilku bardzo intensywnych dniach postanowiliśmy nieco zwolnić tempo i spokojniej poznać Chiang Mai. Dzień przeznaczyliśmy na spacer po mieście, podczas którego odkrywaliśmy jego urokliwe uliczki, zaglądaliśmy do świątyń i obserwowaliśmy codzienne życie mieszkańców. Była to dobra okazja, żeby bez pośpiechu poczuć lokalny klimat miasta, zatrzymać się na chwilę w jednej z kawiarni czy zajrzeć na lokalne targi. Po wcześniejszych dniach pełnych wycieczek i aktywności taki spokojniejszy dzień był dla nas miłą odmianą.

          W ciągu dnia czekało na nas kulinarne doświadczenie, czyli lekcja gotowania zarezerwowana za pośrednictwem GetYourGuide. Zanim jednak przystąpiliśmy do przygotowywania potraw, wybraliśmy się na lokalny targ, gdzie poznawaliśmy składniki charakterystyczne dla tajskiej kuchni. Mieliśmy okazję zobaczyć z bliska świeże warzywa, owoce, zioła, przyprawy i inne produkty, które później wykorzystywaliśmy podczas gotowania. Było to bardzo ciekawe doświadczenie, ponieważ mogliśmy nie tylko poznać nowe smaki i zapachy, ale również dowiedzieć się, jak poszczególne składniki są wykorzystywane w tradycyjnych tajskich potrawach.

          Po wizycie na targu rozpoczęliśmy właściwą lekcję gotowania. Podczas zajęć samodzielnie przygotowywaliśmy kilka tradycyjnych tajskich dań, między innymi mango sticky rice, pastę curry, pad thai oraz tajskie zupy. Poznając przy tym charakterystyczne przyprawy, składniki i sposoby ich łączenia, mogliśmy zobaczyć, jak powstają popularne dania kuchni tajskiej. Gotowanie było dla nas nie tylko nauką, ale również świetną zabawą i okazją do bliższego poznania tajskiej kultury poprzez jedzenie.

          Na zakończenie otrzymaliśmy przepisy w formie PDF na maila, dzięki czemu mogliśmy zachować je na pamiątkę i spróbować odtworzyć poznane podczas wyjazdu dania już po powrocie do domu. Był to więc spokojniejszy dzień, ale jednocześnie pełen nowych doświadczeń, podczas którego połączyliśmy zwiedzanie Chiang Mai z poznawaniem tajskiej kuchni od nieco bardziej praktycznej strony.

Dni 9–11 — Krabi

Dzień 9 – Krabi

          Kolejna zmiana regionu oznaczała dla nas również zmianę charakteru podróży. Tym razem wsiedliśmy w samolot i polecieliśmy do Krabi, rozpoczynając bardziej rajską część naszego wyjazdu. Po kilku dniach intensywnego zwiedzania Bangkoku, Ayutthayi, Kanchanaburi oraz północnej Tajlandii przyszedł w końcu czas, żeby nieco zwolnić i skupić się na odpoczynku. Po dotarciu do Krabi mogliśmy poczuć zupełnie inny klimat. Zamiast kolejnych zabytków i długich tras zwiedzania czekały na nas plaże, słońce, ciepłe morze i charakterystyczne dla tego regionu wapienne skały. Ten dzień potraktowaliśmy przede wszystkim jako moment na złapanie oddechu i naładowanie baterii przed kolejnymi atrakcjami.

          Spokojniejsze tempo pozwoliło nam również po prostu nacieszyć się miejscem, w którym się znaleźliśmy. Po kilku bardzo aktywnych dniach dobrze było nie planować każdej godziny i dać sobie trochę czasu na relaks. Spędziliśmy dzień w bardziej leniwym rytmie, korzystając z plaży, słońca i pięknych krajobrazów Krabi. Był to dla nas swego rodzaju dzień przejściowy – z jednej strony zamknęliśmy etap intensywnego zwiedzania Tajlandii, a z drugiej rozpoczęliśmy najbardziej wypoczynkową i wyspiarską część naszej podróży. Plaża, słońce i spokojniejsza atmosfera były dokładnie tym, czego potrzebowaliśmy przed kolejnymi dniami, które miały przynieść jeszcze więcej morskich widoków, wysp i rajskich krajobrazów.

Dzień 10 – Hong Island i Koh Lao Lading

          Po dniu odpoczynku przyszedł czas na odkrywanie tajskich wysp. Zdecydowaliśmy się na zorganizowaną wycieczkę, którą kupiliśmy już na miejscu w Krabi. Był to typowy dzień spędzony na łodzi, podczas którego mogliśmy podziwiać turkusową wodę, piękne plaże i charakterystyczne wapienne skały, z których słynie ten region Tajlandii.

          Pierwszym przystankiem była Koh Lao Lading – niewielka i znacznie bardziej kameralna wyspa. Trafiliśmy tutaj do pięknej zatoczki z niewielką plażą, otoczoną charakterystycznymi wapiennymi formacjami. Było to idealne miejsce, żeby na chwilę zwolnić, wykąpać się w ciepłej wodzie i po prostu nacieszyć się otaczającymi nas widokami.

          Kolejnym przystankiem była Koh Pak Bia, niewielka wyspa otoczona turkusową wodą i charakterystycznymi wapiennymi skałami. Szczególnie spodobała nam się skalna formacja tworząca naturalne przejście, przez które mogliśmy wyjść wprost na morze. Całość wyglądała niezwykle malowniczo i była idealnym miejscem na chwilę odpoczynku oraz zrobienie zdjęć.

          Ostatnim, a zarazem głównym punktem naszej wycieczki była Hong Island, uznawana za jedną z najładniejszych wysp w okolicy Krabi. Już podczas dopływania do wyspy zachwyciły nas wysokie wapienne klify, otaczające turkusową wodę. Mieliśmy czas na odpoczynek na plaży, kąpiel w morzu oraz snorkeling, podczas którego mogliśmy zobaczyć podwodne życie. Odwiedziliśmy również punkt widokowy, z którego rozciągał się piękny widok na wyspę, turkusowe morze oraz charakterystyczne wapienne skały. Wejście na punkt widokowy było dodatkowym wysiłkiem, ale zdecydowanie było warto – widok z góry robił ogromne wrażenie. Szczególnie malownicza była tutejsza laguna, otoczona wysokimi skałami i spokojną, intensywnie turkusową wodą. Całe miejsce wyglądało dokładnie tak, jak wyobrażaliśmy sobie rajskie wyspy Tajlandii.

          Cały dzień spędzony na łodzi był dla nas zupełnie innym rodzajem zwiedzania. Zamiast zabytków i miejskich ulic mieliśmy przed sobą morze, wyspy, plaże i niesamowite krajobrazy. Było dużo czasu na kąpiele, snorkeling, odpoczynek i podziwianie widoków, dzięki czemu mogliśmy w pełni poczuć klimat rajskiej części Tajlandii.

Dzień 11 – Railay Beach

          Jeden z najbardziej wyczekiwanych dni w Krabi spędziliśmy na Railay. Od samego początku wiedzieliśmy, że będzie to bardziej aktywny dzień, ponieważ chcieliśmy nie tylko odpocząć na plaży, ale również zobaczyć najciekawsze zakątki tego niezwykłego miejsca. Railay zachwyciło nas przede wszystkim ogromnymi wapiennymi klifami, turkusową wodą i wyjątkowym położeniem, do którego można dotrzeć głównie drogą morską – my właśnie tak dostaliśmy się na tę plażę.

          Nasze zwiedzanie rozpoczęliśmy od Railay Beach West, jednej z najbardziej charakterystycznych plaż w okolicy Krabi. Ogromne wapienne skały wyrastające niemal bezpośrednio z morza robiły niesamowite wrażenie, a połączenie ich z jasnym piaskiem i turkusową wodą tworzyło widok, który na długo zapadł nam w pamięć. Następnie udaliśmy się w stronę Phra Nang Beach, kolejnej pięknej plaży otoczonej imponującymi klifami. To właśnie tutaj mogliśmy zobaczyć również Princess Cave – niewielką jaskinię, z którą związane są lokalne wierzenia.

         Cały dzień był połączeniem plażowania, aktywnego zwiedzania i odkrywania niezwykłych krajobrazów. Ogromne wapienne klify, turkusowa woda i ukryte miejsca sprawiły, że Railay zdecydowanie znalazło się wśród naszych ulubionych miejsc w tej części Tajlandii. To właśnie tutaj najbardziej poczuliśmy klimat tropikalnego raju, który wcześniej znaliśmy głównie ze zdjęć. Jasne, możesz to opisać w podobnym, podróżniczym stylu:

         Wieczorem wybraliśmy się również na walki Muay Thai, czyli tradycyjnego tajskiego boksu. Było to dla nas ciekawe doświadczenie i okazja, żeby zobaczyć z bliska jeden z najbardziej charakterystycznych elementów tajskiej kultury. Sama atmosfera podczas walk była bardzo emocjonująca – publiczność żywo reagowała na każdy pojedynek, a zawodnicy prezentowali naprawdę wysoki poziom. To był zupełnie inny rodzaj atrakcji niż zwiedzanie świątyń czy wysp, ale zdecydowanie warto było zobaczyć Muay Thai na żywo.

Dni 12–13 — Khao Sok

Dzień 12 – Khao Sok

          Po kilku dniach spędzonych nad morzem ponownie zmieniliśmy otoczenie i ruszyliśmy w stronę Khao Sok National Park – jednego z najbardziej niezwykłych przyrodniczo miejsc naszej podróży. Była to dla nas kolejna duża zmiana klimatu. Po plażach, wyspach i turkusowym morzu znaleźliśmy się w zupełnie innym świecie, otoczonym gęstą tropikalną roślinnością, górami i dżunglą.

          Tego dnia nie planowaliśmy jeszcze intensywnego zwiedzania. Większość czasu przeznaczyliśmy na przejazd w kierunku Khao Sok oraz spokojne poznanie najbliższej okolicy. Sama droga była już ciekawym doświadczeniem, ponieważ z każdym kilometrem coraz bardziej oddalaliśmy się od nadmorskiego krajobrazu, a w jego miejsce pojawiały się zielone wzgórza, lasy i bardziej dzikie tereny.

          Po dotarciu na miejsce mogliśmy odpocząć i nacieszyć się spokojem panującym w okolicy. Atmosfera była zupełnie inna niż w Bangkoku, Chiang Mai czy Krabi. Zamiast miejskiego zgiełku i turystycznych plaż otaczała nas natura, cisza i tropikalna roślinność. Był to dla nas przede wszystkim dzień przejściowy i moment na złapanie oddechu przed kolejną przygodą. Wiedzieliśmy jednak, że najważniejsza część wizyty w Khao Sok dopiero przed nami. Następnego dnia czekała nas wyprawa w samo serce parku, dlatego ten spokojniejszy dzień potraktowaliśmy jako przygotowanie do kolejnego, zdecydowanie bardziej intensywnego etapu naszej podróży.

Dzień 13 – Khao Sok National Park

          Trzynasty dzień był prawdziwą przygodą w sercu tajskiej dżungli. Tego dnia wzięliśmy udział w całodniowej wycieczce po Khao Sok National Park, podczas której mogliśmy zobaczyć jedne z najbardziej niezwykłych miejsc tego regionu. Był to zdecydowanie jeden z najbardziej intensywnych, ale jednocześnie najbardziej wyjątkowych dni całej naszej podróży.

          Pierwszą atrakcją był trekking przez tropikalną dżunglę. Wyruszyliśmy na pieszą trasę, podczas której mogliśmy zobaczyć bujną roślinność i poczuć prawdziwy klimat tajskiej dżungli. Następnie odwiedziliśmy jaskinię znajdującą się na terenie parku, znaną z ciekawych formacji naciekowych. Wewnątrz mogliśmy podziwiać stalaktyty, stalagmity i charakterystyczne skalne kształty, które powstawały przez lata. Dużą atrakcją tego dnia było również pływanie na bambusowej tratwie. Spokojnie przemieszczaliśmy się po wodzie, podziwiając otaczającą nas przyrodę i ogromne wapienne skały. Był to zupełnie inny sposób poznawania parku i pozwolił nam na chwilę zwolnić po bardziej aktywnych częściach wycieczki.

          Największe jednak wrażenie zrobiło na nas Cheow Lan Lake – ogromne jezioro otoczone pionowymi wapiennymi skałami i gęstą, tropikalną roślinnością. Krajobraz wyglądał niemal nierealnie i zdecydowanie różnił się od wszystkiego, co widzieliśmy wcześniej w Tajlandii. Podczas wycieczki mieliśmy również okazję popływać po jeziorze kajakami. To właśnie z kajaków udało nam się zobaczyć słonie żyjące w naturalnym środowisku. Było to dla nas wyjątkowe przeżycie, ponieważ mogliśmy obserwować te zwierzęta z odpowiedniej odległości, bez ingerowania w ich naturalne zachowanie.

          Cały dzień był pełen różnorodnych doświadczeń – od rejsu po Cheow Lan Lake, trekking po dżungli i zwiedzanie jaskini, aż po i pływanie kajakami i spotkanie ze słoniami w ich naturalnym środowisku. Połączenie dzikiej przyrody, ogromnego jeziora i charakterystycznych wapiennych formacji sprawiło, że Khao Sok stało się jednym z najbardziej spektakularnych miejsc, jakie odwiedziliśmy podczas całej podróży.

Dni 14–16 — Phuket

          Po intensywnym dniu spędzonym w Khao Sok ruszyliśmy w kierunku Phuket, które miało być ostatnim przystankiem naszej podróży po Tajlandii. Po kilkunastu dniach pełnych zwiedzania, wycieczek, trekkingów i ciągłego przemieszczania się tym razem postanowiliśmy nie planować zbyt wielu atrakcji. Chcieliśmy po prostu zwolnić tempo, odpocząć i nacieszyć się ostatnimi dniami wyjazdu. Po dotarciu do Phuket zajęliśmy się zakwaterowaniem, a następnie mogliśmy w końcu pozwolić sobie na spokojniejsze popołudnie. Nie musieliśmy pilnować napiętego planu ani zastanawiać się, co jeszcze uda nam się zobaczyć. Po prostu korzystaliśmy z wolniejszego tempa i odpoczywaliśmy po bardzo intensywnych dniach.

          Większość czasu spędzaliśmy na plaży, korzystając ze słońca, ciepłej wody i atmosfery Phuket. Była to dla nas idealna okazja, żeby odpocząć po wszystkich wcześniejszych aktywnościach i trochę zwolnić przed powrotem do codzienności. Bez pośpiechu spacerowaliśmy, odpoczywaliśmy i korzystaliśmy z ostatnich chwil w tropikalnym klimacie. Te ostatnie dni były również momentem na podsumowanie całej podróży. W ciągu dwóch tygodni zobaczyliśmy ogromną różnorodność Tajlandii – od zatłoczonego Bangkoku, przez historyczną Ayutthayę, górzyste okolice Chiang Mai i dziką przyrodę Khao Sok, aż po rajskie plaże południa kraju. Teraz mogliśmy już bez żadnego planu cieszyć się Phuket i spokojnie chłonąć ostatnie chwile naszego wyjazdu.

          Późnym popołudniem ostatniego dnia nadszedł jednak moment, którego przez całą podróż byliśmy świadomi – trzeba było pożegnać Tajlandię i ruszyć w drogę powrotną do Polski. Udaliśmy się na lotnisko w Phuket, skąd ponownie liniami Air Arabia rozpoczęliśmy podróż do Krakowa. Po kilkunastu dniach pełnych przemieszczania się, zwiedzania i odkrywania kolejnych zakątków Tajlandii powoli zaczynaliśmy wracać do rzeczywistości.

          W ten sposób zakończyła się nasza 16-dniowa tajska przygoda. Była intensywna i momentami naprawdę męcząca, ale jednocześnie pełna niezwykłych miejsc, pięknych widoków, nowych smaków i niezapomnianych doświadczeń. Udało nam się zobaczyć i doświadczyć naprawdę wiele, dlatego mimo zmęczenia wracaliśmy do Polski z poczuciem, że była to podróż, której z pewnością długo nie zapomnimy.

Sprawdź także

3 dni w Paryżu – weekendowy city break – plan zwiedzania

3 dni w Apulii – włoski city break w Bari i okolicach – plan zwiedzania

Pomysł na długi weekend – 4 dni w Czechach – plan wycieczki

Romantyczny wyjazd we dwoje, czyli jak spędziliśmy 3 dni w Paryżu

Przewijanie do góry